Bliźniaczki z rakietami PDF Drukuj Email
Wpisany przez Sekretariat   
poniedziałek, 15 stycznia 2018 09:37

 

Wśród uczennic i uczniów SMS Junior dominują piłkarze i piłkarki nożni, piłkarze i piłkarki ręczne, siatkarze i siatkarki. Ale w naszym gronie są też przedstawiciele innych dyscyplin, na przykład tenisa stołowego uprawianego z powodzeniem przez Kasię i Anię Węgrzyn, uczennice Id LO.

 

 



Sympatyczne bliźniaczki należą do ścisłej czołówki w kraju, osiągają też sukcesy międzynarodowe. -
W rankingu ogólnopolskim wśród juniorek jestem na pierwszym miejscu, a Kasia na drugim. Z kolei wśród seniorek Kasia jest dziewiąta a ja dziesiąta. Za to w rankingu bliźniaczek jesteśmy bezwzględnie na pierwszym miejscuUśmiech - śmieje się Ania, która kilka tygodni temu wystartowała na mistrzostwach świata juniorek we Włoskiej miejscowości Riva del Garda.

 

Razem z koleżanką z Polski Julią Ślązak z klubu SKTS Sochaczew zajęły w grze deblowej miejsce 5-8. To ogromny sukces zawodniczek i trenerów. Ania i Julia spisały się bardzo dobrze w Italii, pokonując po 3:0 rozstawione wyżej rywalki Polki, jako jedne z trzech europejskich par, znalazły się w ćwierćfinale, co jest dużym osiągnięciem. W tej fazie zawodów było pięć duetów z Azji, oraz po jednym z Rosji i Rumunii i Polski. W walce o medal Anna Węgrzyn i Julia Ślązak zagrały z Japonkami Miyu Kato/Miy Nagasaki. Niestety, mimo ambitnej postawy dziewczyny przegrały 0:4 (-5,-12,-6,-3). W półfinałach zagrały jedynie pary chińsko-japońskie. Dobry wynik zanotowała Ania także w grze indywidualnej, ale 2. rundzie singla przegrała z rozstawioną z nr 1 Chinką Sun Yingsha 0:4 (-5,-1,-4,-2).

 

Ania jak również jej siostra Kasia mają na swym koncie medale mistrzostw Polski i Europy kadetek oraz juniorek. A także wiele sukcesów na arenie międzynarodowej. Od początku tego sezonu bliźniaczki reprezentują barwy KU AZS UE Wrocław z którym walczą o medal w rozgrywkach ekstraklasy seniorek. Dziewczęta pochodzą z Lądka-Zdroju, a swoją sportową przygodę rozpoczynały w pobliskim Stroniu Śląskim w klubie MKS Śnieżnik. Tam grały i trenowały przez osiem kolejnych lat, począwszy od I klasy szkoły podstawowej. - Przeniosłyśmy się do Wrocławia, bo w dotychczasowym klubie brakowało nam możliwości dalszego rozwoju. Konkurowałam praktycznie tylko z siostrą. We Wrocławiu jest zupełnie inaczej, jest więcej rywalek, więcej sparingpartnerek. W dodatku gram w czołowym zespole ekstraklasy. W Stroniu Śląskim też mogłybyśmy grać w ekstraklasie, bo ubiegły sezon zakończyłyśmy awansem po barażach. Przeprowadzka do stolicy Dolnego Śląska dobrze nam jednak zrobiła. I trafiłyśmy do bardzo dobrej szkoły - mówi Ania, która początkowo nie przepadała za tenisem stołowym. - Treningi zaczęłyśmy dość niewinnie, dla zabicia czasu. Kasi od razu się spodobało, a mi tak nie za bardzo. Chodziłam na treningi właściwie tylko po to, żeby Kasia miała z kim grać. Ale z czasem to się zmieniło. Po pierwszych zawodach i lokalnych sukcesach zaczęłam patrzeć na tenis nieco przychylniejszym okiem. W końcu sport stał się moją wielką pasją. Jak byłyśmy młodsze miałyśmy w domu swój własny stół tenisowy. Można powiedzieć, że zastępował nam domek dla lalek. Tenis stołowy to dla mnie przede wszystkim wspaniała przygoda. Zwiedziłam dzięki niemu już kawał świata. Byłam w Szanghaju, w Rosji, we Włoszech, we Francji, w Belgii czy w Portugalii - mówi sama zainteresowana.

 

Bliźniaczki do dziś tworzą niemal nierozłączną parę przy stole tenisowym. Najczęściej gramy razem w turniejach deblowych. Dobrze się dogadujemy. Gorzej kiedy musimy grać przeciwko sobie. Bardzo tego nie lubimy, ale czasami nie ma innego wyjścia. Serce jest rozdarte, bo z jednej strony życzę zwycięstwa swojej siostrze, a z drugiej, sama chcę wygrać. Poza tym doskonale znamy swoje mocne i słabe strony. Przy stole, jak i w życiu prywatnym jesteśmy zupełnie inne. Ci którzy nas nie znają twierdzą, że jesteśmy identyczne. Ale przy bliższym poznaniu nie sposób nas pomylić, mamy zupełnie różne charaktery. Ja jestem bardziej wybuchowa, Kasia jest zazwyczaj spokojna. Ale wspieramy się kiedy tylko możemy. I wspólnie cieszymy się z naszych sukcesów. Kolejne trofea zawsze stawiamy obok siebie. W naszym domu rodzinnym powoli zaczyna brakować na nie miejsca, są porozstawiane po wszystkich możliwych kątach. Kto częściej wygrywa? - Ogólnie oceniłabym, że jest pół na pół - śmieje się nasza rozmówczyni. Jak w tym wszystkim siostry znajdują czas na naukę? - Nie jest lekko, ale staramy się jak możemy. Pierwszy trening mamy o 7.30, czasem 7.15. Później jest szkoła i trening popołudniowy. A w piątki wyjeżdżamy na mecze albo turnieje weekendowe. Wstajemy o 6 rano, a do mieszkania wracamy o 20. I wtedy jest czas na naukę. Czasami jesteśmy bardzo zmęczone i nic nam się już nie chcePuszcza oczko, ale jak trzeba, to trzeba. Siostry radzą sobie bardzo dobrze łącząc treningi i naukę w szkole z licznymi wyjazdami na zawody. Trzymamy kciuki za dalsze sukcesy!

Poprawiony: poniedziałek, 15 stycznia 2018 12:22